Persona non grata – czyli kilka słów o umieraniu, i nie tylko…

przez , 18.sie.2013, w Kino, Kino, a może życie?

Zanussi jest twórcą obrazów opowiadających o śmierci, czyli „początku wszystkiego”, a tym samym broń Boże o marnym i bezsensownym zakończeniu.
Osoba niepożądana, to wręcz postać będąca niechcianą wyłącznie dlatego, iż potrafi uzmysłowić odbiorcom, ludziom dobrze czującym się na „własnych śmieciach” jak egzystują, bo chyba jednak trudno byłoby nazwać to prawdziwym życiem.
Wspomniani „odbiorcy” potrafią stworzyć sobie „kokon” z za którego nie chcą, podkreślam nie chcą albo nie mogą, zobaczyć co mogłoby ich wyrwać z więzów, a może raczej… taka prawda, uzyskana tą właśnie drogą, przekazana przez tytułową „personę…” zburzyłaby ich „barykady” składające się z oszustw, kłamstwa, stereotypów, kompleksów i skłonności do szybkiej oceny, która to cecha bardzo ułatwia nam życie.

- Niesłychane! 30 lat pracuje w dyplomacji i jeszcze czegoś podobnego nie przeżyłem.
- No tak, bo 30 lat temu czytał pan donosy,a teraz pan je pisze…

Chcielibyście być za 30 lat jak ten radca prawny? Nie sądzę…
Dlatego bądzcie odważni na swej drodze życia.
W myśl zasady, powiedzenia, że tylko „śmieci płyną z prądem”, Wy „płyńcie pod prąd”.
Nie zwracam się do Was protekcjonalnie, ale pisząc nieskromnie, ja od początku, od swych narodzin „płynąłem pod prąd”. Świadomie, wbrew pozorom „na zimno”, może nawet momentami cynicznie wiedząc ile „kosztuje” taka postawa. Jednak człowiek musi się urodzić z niezgodą na zastaną rzeczywistość. Kontestować ją, walczyć i buntować się przeciwko złu, którego jest świadkiem. Tak, by codziennie rano ze spokojem mógł spojrzeć w lustro i usmiechnąć się do siebie z pobłażaniem.

Już nigdy więcej nie odmówię żebrakowi, nawet jeśli będzie potrzebował tylko na alkohol.
Przecież „lepiej ominąć światynię niż żebraka” (zapewne wśród Hindusów byloby o to trudno).

Jesteś spoza układu? To znaczy, że jesteś frajerem? Dlaczego nikogo nie znasz? O wszystkim decydują znajomości. Czy to, aby na pewno jest „czarno – białe myślenie”? Wszystko jest kwestią miary… Nie chcę mi się kontynuować tej myśli, lepiej, żeby pozostała niedokończona.

Hipolit biega po plaży. Ocean. W perspektywie jest przypływ błękitnych fal…

Pojedynek ambasadora z radcą jest niezwykle humorystycznym elementem całości.
Na tych co im dobrze z oczu patrzy trzeba najbardziej uważać. A przecież ja mam takie łagodne spojrzenie…

Przyjeżdża nowy konsul z żoną. Niestety ambasador zawiedzie się na człowieku, który liczył, że Zapasiewicz jest „ostatnim sprawiedliwym”. Niebywały przypadek, który można wytłumaczyć tak prosto jak tylko się potrafi, a ja potrafię… Przez żonę, Rosjankę, konsul przekreśli swą karierę, ale nie tylko… Naganę otrzyma za zbyt wrażliwy… węch.
W Ewangelii jest taki passus „żeby nasza mowa była prosta: tak, tak ; nie, nie…”.
Podobno katolik dochodzi do Boga mózgiem, a prawosławni całą resztą przez głowę.

„Widocznie jestem za głupi, by zrozumieć te przekręty.” Autor tego tekstu ma podobnie, nigdy nie dorobi się pieniędzy. Gdyby jednak potrafił zarobić dużą forsę, mógłby pomagać innym, ale by tak mogło się stać, to „droga do rozbicia banku” wiodłaby go właśnie przez przekręty i machlojki. Niezłe dylematy ma przed sobą. Inni ich nie posiadają…
Polak będący boyem hotelowym chce stworzyć po powrocie do kraju nocny lokal na prowincji. To musi „wypalić”. Tam bowiem takich przybytków uciech nikt nie widział.
Wniosek? Czego najbardziej brakuje współczesnej Polsce? Nocnych lokali…

Msza za Helenę – jak to brzmi, jakie historyczne skojarzenia „tłoczą się” do głowy…
Główny bohater w pewnym momencie powie, że: „a ja się boje snu, to brat śmierci”. Ambasador stracił wszystko co miał cenne w życiu, żonę Helenę, prawdopodobnie bardzo oddalił się od niego przyjaciel, na skutek jego oskarżeń… Gdy odszedł Hipolit, „czara goryczy przelała kielich”. Tak jak Chrystus powie: „Pijcie z niego wszyscy, to jest krew moja, która za wielu będzie wydana na odpuszczenie waszych grzechów”, tak Zapasiewicz może nareszcie odejść w spokoju, gdy już wszystko co mogło, wypełni się…

7 komentarze :, , , , , , , , więcej...

Bitwa Warszawska. 15 sierpnia 1920 roku.

przez , 15.sie.2013, w Historia

Jestem nadal myślami w Krakowie… Według mnie nie było żadnego „Cudu nad Wisłą”, tylko geniusz Naczelnika i tak jak to bywało przed wiekami nasza armia pokazała „czerwonej hołocie” wyższość oręża polskiego nad bolszewickim.
Gdyby nie zwycięstwo w „Bitwie Warszawskiej”, dzisiaj Europa i Świat wyglądyłyby zupełnie inaczej…
Pytanie brzmi, czy jeszcze kiedykolwiek będziemy posiadać polityków na miarę „dwudziestolecia międzywojennego”. Odpowiedz nie napawa optymizmem, gdyż ćwierć wieku pózniej Armia Czerwona wyzwalając nasz kraj spod jarzma hitlerowskiego jednocześnie zaprowadziła w Polsce „jedynie słuszny ustrój”, dzieki, któremu m.in takie nieuki jak Miller i jego koledzy/koleżanki mogli sprawować w mojej Ojczyznie władzę.
Musimy wierzyć, że w naturalny sposób, to pokolenie karierowiczów i prostaków odejdzie raz na zawsze, a Rzeczpospolita znowu wróci na własciwe miejsce w Europie.

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

„Elegia o Kamilu, poecie pokolenia Kolumbów”

przez , 01.sie.2013, w Historia

Pamiętacie wiersz Krzysztofa Kamila Baczyńskiego „Pocałunek”?
Tak, zapewne nie muszę Wam przypominać, że Kamil posiadał niezwykły dar od Boga i potrafił pisać dokładnie w ten sam sposób jak grecki Apollo, patron sztuki i poezji. „Krzyś” wiedział, że jest artystą straconego pokolenia, czuł, że poprzez swoje wiersze może dotykać, „całować Śmierć”, i prosić o jeszcze jeden dzień, gdyż każdy następny mógł przecież skutkować tekstem o niebywałej wręcz mocy sprawczej. Bowiem rówieśnicy naszego bohatera czuli w sobie potrzebę zaznajomienia się z poezją człowieka o niezwykle wrażliwej i pięknej duszy, a taką niewątpliwie posiadał Krzysztof K. Baczyński.
Umieranie nie należy do trudnych czy też skomplkowanych procesów biologicznych, jeżeli śmierć przychodzi nagle i błyskawicznie, z zaskoczenia niczym „pocałunek dziewczyny o poranku”. Czym? Jeśli nie poezją, wyrazić najlepiej miłość do kobiety, Boga, Ojczyzny. Dlaczego boimy się tych patetycznych określeń „naszej rzeczywistości” tej przyziemnej jak i czysto abstrakcyjnej w swej istocie. Pytanie formułowane od słowa „dlaczego” zazwyczaj bywa odbierane jako naiwne, nieskomplikowane, a wręcz prostackie ( w skrajnych przypadkach). Dlaczego…? – pyta dziecko matki – przyszedłem na świat, by pózniej w równie nieoczekiwany sposób umrzeć? Matka nie odpowie na tak postawione pytanie. Matka poczuje ból przeszywający Ją od stóp do głowy. Jedynie wykrzyczy beznadziejną i bezsilną niemoc, która uwięziona w sercu musi znależć swe ujście. A Syn spokojnie napisze w swym kajeciku:

„(…) Więc naprzód, niech broń rozdziera,
niech kula szyje jak nić,
trzeba nam teraz umierać,
by Polska umiała znów żyć. (…)

fragment wiersza „Pocałunek”
Krzysztof Kamil Baczyński „Krzyś”
[po 16.V.1944 r.]

Matka nie odpowie, bo już nie może, a wówczas gdy to wszystko się dokonało niczym śmierć Chrystusa, Matka Boska również nie miała siły na nic więcej prócz łez. Odpowie zatem autor tego tekstu:
– Za kogo oddałeś swoje życie Kamilu? Za Polskę której być nie mogło..? Za „Bora” Komorowskiego? Za warszawiaków, którzy Was w piwnicach przeklinali? Przepraszam Cię, nie miało być ani słowa o Powstaniu Warszawskim. Tak, ja wiem, dzisiaj dotrzymać słowa nie jest ani łatwo, ani tym bardziej żyć z taką „niedotrzymaną obietnicą”… To tak jak ja dzisiaj umierałbym za Komorowskiego, historyka, który ma swą Ojczyznę w „głebokim poważaniu”, a Twoją i moją Polskę niszczy każdego dnia jego obojętność… Ale gwizdać nie wolno, dlatego Władysław, Twój rówieśnik miał rację nazywając ludzi motłochem. Motłoch został, a w 44 r’ Niemcy „wyrżneli” prawdziwą elitę tego ciemiężonego od wieków narodu, by potem „ruskie kacapy” mogły za pomocą polskich komunistów po „moskwiewskich i warszawskich szkołach przy KC” śmiać Ci się w twarz!
A Ty nic nie odpowiesz? Za karabin nie chwycisz?! Tylko odpoczywasz na niebieskich łąkach z ołówkiem, zamiast broni w swej dłoni..

„Jeszcze Polska nie zginęła…!”

Kap, kap, kap… (płyną łzy po policzkach matek, sióstr i dziewczyn).

Seweryn Piechota.

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Upadek w sloneczny, letni dzień…

przez , 31.lip.2013, w Kino

Upadek ( Falling Down )
reż. Joel Schumacher

Obraz w reżyserii Joela Schumachera z 1993 roku, o którym będę Wam teraz opowiadał, nie nadaje się do analizowania wg sprawdzonych wzorców jakimi posługują się krytycy fimowi. Dlatego postaram się o to, by Was nie zanudzić, a tym bardziej nie stwarzać wrażenia, że jestem wytrawnym recenzentem z wieloletnim doświadczeniem. Ponieważ nie jestem i nie zamierzam nigdy stać się kimś pokroju Tomasza Raczka, bo po pierwsze nie posiadam takiej wiedzy ze „świata filmu” jak On i zapewne nigdy jej nie posiądę, gdyż rutyna i  doświadczenie zabija euforię, odwagę i raczej zmierza ku „małej stabilizacji” – a tej z kolei nieznoszę jak „kina moralnego niepokoju.
Wracając do filmu pt. Upadek, z Michaelem Douglasem w roli głównej nie sposób jest
zapomnieć o tym, że już pierwsza scena, w której William „D-Fens” Foster (Douglas) stoi w ulicznym korku w upale i niecierpliwie patrzy na zegarek, bo spieszy się na urodziny córki – pokazuje nam wyraznie jak ważna jest dla ojca jego… latorośl, z którą wiążę nie tylko nadzieje, ale także najzwyklej w świecie kocha ją nad życie. Oczywiście ładunek informacji o losach bohatera, tych przeszłych jak i tego co ma się dopiero wydarzyć jest nam serwowany stopniowo bez zbytniego pospiechu tak charakterystycznego dla wspolczesnego amerykańskiego kina.
W tym momencie przestajemy analizować psychologię czlowieka sfrustrowanego, owładniętego obsesją, stanem psychotycznym. To jest czas, w tym artykule, abyśmy zajrzeli do świata, którego Upadek przyniósł najwięcej szkody, nie tylko cywilizacji śródziemnomorskiej, ale przede wszystkim całej ludzkości po wsze czasy, nie wyłączając XXI wieku i kultury masowej, czy też idąc dalej tropem kaznodziei, cywilizacji śmierci. Bowiem właśnie William Foster jest wojownikiem o prawdę, sprawiedliwość, i normalność, cokolwiek rozumiemy pod tym banalnym określeniem. I teraz następuje najbardziej gorzka konstatacja, otoz „Mr D-Fens” będąc człowiekem chorym, doprowadzonym do ostateczności (także przez drugiego człowieka, ale również z własnej winy) rozpoczyna chcąc nie chcąc, a właściwie zdecydowanie bardziej NIE CHCĄC, ogromną awanturę w wielkiej metropolii, ( nie bez znaczenia jest aura, upał) pogrążonej w takim „moralnym szambie” jaki trudno sobie wyobrazić, ze względu na „spokojne życie w Polsce”. Ta gorzka prawda brzmi następująco: „Psychopata wymierza sprawiedliwość i zaprowadza porządek”.
Rozwój akcji przegiega dynamicznie, a jednocześnie tak jak już wspomniałem wyżej bez zbędnego pośpiechu. Nie decyduje o tym reżyser, lecz życie… Ktoś mógłby się ze mną nie zgodzić, twierdząc, ze mamy tutaj do czynienia z klasycznym przykładem na „wymknięcie się sytuacji spod kontroli człowieka”, a gdy ten popełni jeden błąd, który czasowo daje pozytywne efekty, zaczyna łudzić się, że może postępować tak dalej. „Efekt domina” może równie dobrze być odwleczony w czasie, a wg mnie, kilkunastogodzinna „przypadkowa vendetta” w „wielkim mieście” jest właśnie powolnym efektem samonapędzajacej się autodestrukcji.
Filozofowie greccy, o których także była wcześniej mowa potrafiliby napisać wielki panegiryk ku czci własnej cywilizacji, potępiając jednocześnie naszą, nam współczesną kulturę obrazkową, dzięki niej właśnie ta recenzja również nie może być zbyt długa, gdyż nikt jej najzwyczajniej w świecie nie przeczyta. Ty, Drogi Czytelniku masz jutro tyle spraw „na głowie”, że nie masz czasu na czytanie nie tylko gazet, artykułów, ale nawet sms może być dzisiaj nie lada wyzwaniem, dla człowieka, któr pędzi przed siebie niczym pociąg pełen turystów w Santiago de Compostella. Ci wszakże mędrcy antycznego świata nie mieliby problemu z organizacją czasu, i nie musieliby pisac spontanicznie artykulu, dosłownie za „pięc dwunasta”. Bowiem za 44 minuty minie termin, abym mógł wysłać ten tekst. Zacząłem o 22. 45, a więc piszę niezwykle wolno biorąc pod uwagę moją wenę twórczą, która nie znosi pustki na ekranie komputera.
Z tego też tytułu, należy zakończyć ten artykuł jakąś konkluzją, niestety nie będzie ona optymistycznym opisem otaczającej nas rzeczywistości. Tak jak William Foster, musi być prawdziwa „do bólu”, także tego fizycznego. Mianowicie, nikt z nas nie może już racjonalnie zakładać, że kiedykolwiek człowiek XXI wieku zdoła się „zatrzymać”. Pomimo epizodycznych prób, momentów, homo rabatus (ssak ogarnięty promocją w galerii handlowej) już nigdy nie zwolni tempa. Ta prędkość Go zniszczy, unicestwi… W Upadku jest taka właśnie scena, gdy Foster próbuje odpocząć w „nieciekawej okolicy”, będącej skutkiem globalizacji i „dzikiego kapitalizmu”. Dwóch młodych ludzi, nie będacych rdzennymi Amerykanami (tutaj dopiero otwiera się pole do dyskusji, ale nie w tym miejscu), próbuje Williama okraść, ten sprzeciwia się im i daje nauczkę na przyszłość, która na niewiele się zda. Za 50 lat to właśnie rasa biała otrzyma „lekcję” od „reszty Swiata”. Biały człowiek stanie się niewolnikiem i już nie będzie musiał chodzić sfrustrowany ulicami miasta, w którym zło „wygląda” zza kazdego węgła by dać ujście swej niszczącej, destruktywnej sile o której już napisano nie jedno, i pewnie nie jeden tekst jeszcze powstanie.
Śmierć kończy film, śmierć głownego bohatera, współczesnego Don Kichota z miasta, którego celowo nie wymieniłem nazwy, bo jest to „uniwersalne miasto połozone na kazdej szerokosci i dlugosci geograficznej…”. Jego zgon, upadek do wody, gdy z przebiegu ostatniej sceny filmu wyraznie wnioskujemy, ze chciał umrzeć, staje się pomnikiem postawionym na ludzkiej krzywdzie, ku opamiętaniu i dla potomnych, wszelkich ras, i obrządków religijnych. Możnaby zaryzykować tezę, że Foster umiera za nas, ale jest to zbyt daleko idąca alegoria chrzescijanstwa. On po prostu umiera z własnej woli, tak samo jak ja teraz zdradzam Wam zakończenie filmu, obok którego nie można przejść obojętnie.

Seweryn Piechota

3 komentarze :, , więcej...

Zamach na Hitlera w Wilczym Szańcu.

przez , 20.lip.2013, w Historia

 

 

20 lipca 1944 roku, w Gierłoży k. Kętrzyna doszło do zdarzenia, które w swym zamierzeniu miało sprawić wiele dobrego, nie tylko dla Niemiec jako kraju zmierzającego wprost do katastrofy, ale przede wszystkim dla całego cywilizowanego Świata. Kolejne półwiecze zapewne wyglądałoby zupełnie inaczej, a granice powojennej Europy zostałyby nakreślone na mapie kontynentu w całkowicie odmienny sposób, taki o którym w tym miejscu nie będę wspominał, ponieważ jakby rzekł Braudel, książę historii, byłaby to dyskusja pełna hipotez i domysłów czyli pisząc krótko „historia niebyła”.

Wydarzenie o którym dzisiaj będziemy opowiadać przeszło do historii najnowszej jako „zamach w Wilczym Szańcu”. Człowiek, który dokonał tego czynu, czyli próby wyeliminowania Hitlera z bieżącej polityki nie mógł być pewny konsekwencji jakie przyniosą dla niego, jego rodziny, a przede wszystkim dla Niemiec, ojczyzny Clausa von Stauffenberga. Pułkownik, który mógł szczycić się szlacheckim pochodzeniem, hrabia Schenk, ze względu na obrażenia, które odniósł podczas walk w Afryce Północnej, musiał liczyć się z tym, że jego kalectwo może mieć znaczący wpływ na przebieg jak i efekty planowanego zamachu na kanclerza III Rzeszy.
Ten dzień, 20 lipca miałokazaćsię ostatnim dniem życia bezpośredniego zamachowca jakim był plk. C. von Stauffenberg. Po godzinie 10 tej przed południem, jego Heinkel 111 wylądował na polowym lotnisku w „Wilczym Szańcu”. Wraz ze swym adiutantem wyruszył samochodem pokonując kolejne punkty wartownicze, by wreszcie dotrzeć do celu swej podróży. Znajdował się w najbardziej strzeżonym miejscu kompleksu bunkrów z żelazobetonu ukrytym w lesie, dokładnie zamaskowanym, tak by nikt nie mógł odkryć gdzie znajduje się najbardziej poszukiwany człowiek na świecie, w roku 1944.

Nie chciałbym z dokładnością co do minuty opisywać każdego ruchu pułkownika Stauffenberga tego feralnego dnia, jeśli ktoś chciałby przeczytać dokładną relację, może sięgnąć chociażby do mojej książki, z tymże nie będzie to takie łatwe, bo jeszcze nie została wydana. Jednak zainteresowanych tematyką niemieckiego ruchu oporu w III Rzeszy, zapraszam do kontaktu mailowego, gdzie mogę użyczyć moje dzieło zatytułowane „ Generalicja niemiecka w III Rzeszy wobec kanclerza Adolfa Hitlera”.
W tym tekście chciałbym zwrócić Wam uwagę na psychologiczną stronę tej historii, która miała małe szanse powodzenia, ale nie było to przedsięwzięcie niemożliwe do zrealizowania. Zresztą przebieg zamachu widocznie pokazuje, że tzw. czynnik ludzki, czy też zwyczajnie przypadek sprawił, iż szef sztabu Armii Rezerwowej (taką funkcję pełnił wówczas w 44′ C. von Stauffenberg) musiał improwizować, a sama ucieczka z miejsca zdarzenia po prostu „wisiała na włosku”. Równie dobrze hrabia Schenk mógł nie wydostać się z „Wilczego Szańca” i nie wrócić do Berlina.
Ludźmi, którzy wówczas brali czynny udział w spisku na życie furhera, powodował strach przed niepowodzeniem całej akcji. Najpierw nie dowierzali pułkownikowi, że Hitler zginął w wyniku zamachu bombowego, a później ich działania nie były na tyle energiczne, aby w ogóle mogły okazać się skuteczne i przede wszystkim przesądzające o losach operacji prowadzonej pod kryptonimem „Walkiria”. Mała dygresja, C. von Stauffenberg był naprawdę przystojnym mężczyzną. Tom Cruise, który wcielił się w rolę hrabiego w filmie zatytułowanym „Walkiria” musiał bardzo się starać, aby sprostać postaci, którą – moim zdaniem całkiem nieźle odtworzył.
Następne wydarzenia tego dnia jak i następnych, były konsekwencją nieudanego zamachu na Hitlera, o czym przez kilka godzin po eksplozji w Wilczym Szańcu nie wiedział sam główny zainteresowany,  Claus von Stauffenberg. Szczegółowy opis godzina po godzinie jak wyglądało to lipcowe popołudnie, gdy Hitler otarł się o śmierć powinien nam wszystkim uzmysłowić jak ważna była synchronizacja, dokładność wypełnianych zadań, które to zadania zostały przydzielone każdemu z oficerów, który brał udział w operacji o kryptonimie „Walkiria”. Najważniejsze zadanie, które przypadło Stauffenbergowi nie zostało jednak wykonane i cała układanka musiała lec w gruzach, tym bardziej, że łączność na początku została celowo przerwana i spiskowcy (nie tylko główny zamachowiec), żyli w nieświadomości, że Führer ocalał z zamachu”*

Sytuacja w której tchórzostwo spiskowców miało decydujące znaczenie dla losów operacji pokazuje nam dobitnie jak ważna w życiu jest odwaga. Bez niej jesteśmy skazani na „małą stabilizację”. Żyjemy, a jakbyśmy nie żyli wcale, ponieważ bez odwagi nie jest możliwy pełny sukces, całkowita satysfakcja z życia. Claus von Stauffenberg posiadał różne motywacje, starał się analizować wszelkie dostępne mu fakty, kochał życie, swoją rodzinę. Jego żona, była równie wspaniałą kobietą jak jej małżonek oficerem Wehrmachtu. Pewnie, gdyby nie decyzja hrabiego o próbie zamachu na Hitlera, żyliby długo i szczęśliwie w powojennych Niemczech, państwie, które jak możemy dzisiaj obserwować zmienia się niewiele, ale jednak Niemcy koegzystują z innymi narodami.
W tym momencie pozwolę sobie na kilka uwag o charakterze stricte historycznym, ale nie tylko nadal psychologia będzie wiodącym motywem naszego tekstu. „Tak mijały godziny, i jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, pojawiły się pierwsze niesnaski. Feldmarszałek von Witzleben, przewidziany przez puczystów na nowego głównodowodzącego wojsk , udał się do domu, ogłaszając, że przewrót to „niezły bałagan”. Olbricht zapytał Giveciusa, czy nie jest za późno, aby „odwołać to wszystko”.  Z czasem niektórzy oficerowie przy Bendllestrasse nie biorący  udziału w spisku postanowili okazać swoją lojalność wobec Hitlera. Po konfrontacji z Olbrichtem uzbroili się i zażądali spotkania z generałem Frommem (który wcześniej został aresztowany przez puczystów) zamkniętym przez spiskowców w swoim biurze. W wynikłej szamotaninie Stauffenberg został postrzelony w ramię. Niedługo po tym uwolniony z aresztu Fromm stanął przed spiskowcami i oznajmił im, że są aresztowani pod zarzutem zdrady stanu, i zażądał oddania broni. Beck poprosił oto, aby mógł zatrzymać broń dla „własnego użytku”, na co Fromm odparł: „proszę to zrobić zaraz”. Następnie Fromm oświadczył, że sąd wojenny zwołany w „imię Führera” uznał, iż są winni zarzucanych im czynów i skazał ich na śmierć. Gdy czterech spiskowców wyprowadzano z pokoju, Beck podjął pierwszą z dwóch nieudanych prób strzelenia sobie w głowę. Generał, który był już w podeszłym wieku, został zastrzelony przez żołnierza w randze sierżanta.„*.

W tym tekście widać najlepiej, że brak jedności i lojalności wobec słusznej sprawy w efekcie może odbić się przeciwko temu, który bał się zaryzykować. Główna stawka w tej grze o życie została przegrana, szansa dla Niemiec zaprzepaszczona. Pozwolę sobie na ostatni cytat z mojej książki:
„Po zamachu aparat  bezpieczeństwa III Rzeszy wywarł krwawą zemstę na spiskowcach. Ocenia się, że w wyniku śledztwa, które obejmowało coraz szersze kręgi spiskowców, konspiratorów i biernych przeciwników władzy, aresztowano przeszło 7000 osób. Nie oszczędzono nawet rodzin uwięzionych. Ich żony i dzieci zamknięto w obozach koncentracyjnych w ramach tak zwanego Sippenhaft, czyli „aresztu rodzinnego”. Niewielu spośród bezpośrednio zaangażowanych w spisek przeżyło represje. Feldmarszałek von Witzleben, podobnie jak ogromna większość konspiratorów, został zaciągnięty przed Sąd Ludowy, zwymyślany, znieważony, a następnie skazany na śmierć. Powieszono go na haku rzeźniczym w berlińskim więzieniu
Plötzensee, a śmiertelne konwulsje nieszczęśnika zarejestrowano na taśmie filmowej i przekazano Hitlerowi do obejrzenia. Taki sam los spotkał pułkownika Stieffa. Nawet generała Fromma, który zdławił przewrót, uznano za współwinnego. Stracono go „za tchórzostwo” w marcu 1945. Treckow przebywał daleko od epicentrum akcji Stauffenberga, niemniej zdawał sobie sprawe, że jego wcześniejsze działania, mające na celu mobilizacje ruchu oporu i zabicie Hitlera, muszą w wyniku aresztowań i przesłuchań wyjść na jaw. Postanowił sam odebrać sobie życie 21 lipca 1944 roku*.Trzy dni po zamachu, 23 lipca 1944 u Canarisa zjawił się stary „przyjaciel” Schellenberg, któremu Himmler i Kaltenbrunner powierzyli aresztowanie i przewiezienie Canarisa do więzienia. Został odwieziony do szkoły policyjnej w Fürstenbergu gdzie znajdowało się już około 20 generałów i innych wyższych oficerów aresztowanych w związku z zamachem 20 lipca. Zaczęła się gehenna byłego szefa Abwehry, przesłuchiwania w gestapo, szykany, specjalnie okrutne traktowanie. Wilhelm Canaris i Hans Oster zostali powieszeni w obozie koncentracyjnym we Flossenbürgu w Bawarii, 9 kwietnia 1945 roku*.

 


*Cyt za: S. Piechota, Generalicja w III Rzeszy wobec kanclerza Adolfa Hitlera, Katowice 2011, s.141.

*Cyt za: S. Piechota, Generalicja w III Rzeszy…, s. 141-142.

* R. Moorhouse, Polowanie na Hitlera…, s.344 – 345.

* Szukać w: H. Höhne, Canaris. Patriot im Zwielicht, München 1976.


Zostaw komentarz :, więcej...

O USA, na poważnie i z humorem w Dniu Święta Niepodległości.

przez , 04.lip.2013, w Historia

Amerykanie obchodzą dzisiaj swoje święto narodowe. Myślę, że jako nacja, która czerpie profity z udziału w przeróżnych konfliktach wojennych ma ku temu (świętowaniu) wiele powodów. Jeśli chcielibyśmy cofnąć się do momentu, gdy Stany Zjednoczone Ameryki Północnej formalnie powstały jako niezależny byt państwowy, musielibyśmy zastanowić się, czy krótka historia naszych przyjaciół zza „Wielkiej Wody” miała wpływ na świadomość (nie tylko historyczną) obecnego, przeciętnego Amerykanina, czy też może to, w jakim miejscu są dzisiaj USA nie ma większego związku z przeszłością.

W 1492 roku Krzysztof Kolumb dotarł do kontynentu, na którym już, co prawda wcześniej przebywali Wikingowie, ale ich pobyt na tej ziemi miał raczej charakter krótkotrwały, czy też przejściowy i z różnych przyczyn nie oni (Skandynawowie), dzierżą dzisiaj „berło” pierwszeństwa w odkryciu „Nowego Świata”, a przynajmniej nie w globalnej świadomości.

Gdy w 1776 roku 13 kolonii zbuntowało się przeciw angielskiemu królowi i zapragnęło wolności, sprawiedliwości i prawa do samostanowienia, w innych krajach Europy, czy też Azji druga połowa wieku XVIII była czasem tak dynamicznym w różnego rodzaju przemiany polityczne, czy też gospodarcze, że pewnie wówczas Deklaracja Niepodległości nie była newsem dnia w prasie światowej, w tv także o tym nie było mowy;-)·Rzecz jasna wojna trwała długo i wcale nie zakończyła konfliktu na linii Stany Zjednoczone – Wielka Brytania.

Wiek XIX miał być dobitnym przykładem na to, że nowe państwo będzie musiało przejść trudną drogę do pełnej stabilizacji i pokoju. Oczywiście było łatwiej dzięki konstytucji, która została uchwalona 11 lat po tym jak T. Jefferson zapragnąłby Deklaracja Niepodległości Ameryki, a raczej wówczas jeszcze angielskich kolonii, mogła stać się realnym aktem prawnym, mogącym wpływać na ustrojowy rozwój państwa, a co za tym idzie stać się „przepustką” do Ustawy Zasadniczej.
Oczywiście USA w tymże dziewiętnastym stuleciu nie były wolne od problemów wewnętrznych, które nie mogły być odkładane w nieskończoność. Indianie, a także czarnoskórzy niewolnicy dopominali się sprawiedliwości dla siebie, tak jak kilkadziesiąt lat wcześniej angielscy koloniści.

W pierwszej połowie lat sześćdziesiątych XIX wieku brat musiał wystąpić przeciwko bratu, a czarnoskórzy niewolnicy mieli w efekcie klęski, jaką poniosło Południe stać się obywatelami Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Wówczas mało, kto mógł sądzić, że 150 lat później w Białym Domu będzie zasiadał syn kenijskiego emigranta.

Indianie walczyli z wrogiem znacznie od siebie silniejszym, cywilizacyjnie stojącym na wyższym poziomie technologicznym, społecznym i politycznym. Przemysł i potencjał ludnościowy sprawiał, że biała rasa podbiła w pełni rasę czerwoną. Myślę, że używając tej terminologii nie jeden neonazista byłby dumny z historii amerykańskiego państwa.

Rozwój Stanów Zjednoczonych następował w każdej sferze życia, nie było chyba dziedziny, w której Amerykanie nie mogli się wówczas poszczycić sukcesami w próbie dogonienia Europy jako wzorca postępowania, a także symbolu niosącego ze sobą zazdrość i zawiść obywateli kraju będącego na dorobku. Powoli kończył się okres romantycznych podróży na silnym wierzchowcu z rewolwerem w dłoni. Sen pod gołym niebem gdzieś na prerii. Konflikty o ziemię, wodę i kobietę musiały powoli zostać zastąpione walką o pozycję Stanów w świecie. Potrzeby jednostki, jej prawa musiały być podporządkowane aktualnie panującym tendencjom w polityce. Tutaj wybór był zero – jedynkowy. Izolować albo angażować się w sprawy, które wydawałoby się nie dotykały bezpośrednio Amerykanów.

Pierwsza połowa XX wieku, to dwie wojny światowe, wojny, które przesądziły o przyszłości USA. Jednak w międzyczasie, zanim Mc Cartur podpisał z Japończykami dokument stanowiący zakończenie największego w dziejach ludzkości światowego konfliktu zbrojnego, w 1929 roku, co majętniejsi Amerykanie wyskakiwali z okien swoich biur, gabinetów, ponieważ nie widzieli dla siebie żadnej nadziei na zmianę katastrofalnej sytuacji, w jakiej się znaleźli po tzw. „czarnym czwartku”.

Na szczęście Jankesi od czasu do czasu mieli szczęście do prezydentów i facet, który cierpiał z powodu swego widocznego kalectwa podniósł Amerykę z kolan i dal jej nie tylko nadzieję, ale przede wszystkim sprawił, ze po zakończeniu II wojny światowej USA stały się potęgą, z którą musiał od tej pory liczyć się każdy i w niedługim czasie, to właśnie Stany Zjednoczone wysunęły się na czoło w wyścigu o „palmę przewodzenia na świecie”.

Tak więc druga połowa wieku XX, musiała przynieść nie tylko zimnowojenny konflikt pomiędzy dwoma mocarstwami, ale także bezpośrednie, zbrojne starcia z komunistyczną Koreą, Wietnamem, Kubą, Laosem i Kambodżą… Na linii Waszyngton – Moskwa przez kolejne dekady trwała rywalizacja, która groziła ludzkości Apokalipsą. Tak było podczas słynnego konfliktu kubańskiego, i znowu Amerykanie mogli mówić o szczęściu, że słynną debatę tv, wygrał Kennedy, a nie jego ówczesny rywal Nixon. Nie chcę nawet myśleć jak wyglądałaby rozmowa Chruszczowa z prezydentem, który później zasłynął z pośredniego udziału w aferze „Water gate”.

Zmiany jakie w międzyczasie następowały w szczególności wśród młodego pokolenia miały zaprocentować w przyszłości. Po mało spektakularnych prezydenturach Forda i Cartera, przyszedł czas na dekadę Ronalda Reagana i dokładając do tego wybór Michaiła Gorbaczowa na I sekretarza generalnego KC KPZR w 1985 roku, chyba dla wszystkich stało się jasne, ze przełom w „Zimnej wojnie” jest bardzo bliski. Nikt tylko nie mógł przypuszczać dokąd zmierza sytuacja geopolityczna i  jakie skutki przyniesie spotkanie dwóch tak różnych od siebie polityków. Przy czym nie zapominajmy – gospodarka Związku Radzieckiego dogorywała w tempie zastraszającym.

Zmiany w Europie nie pozostały bez wpływu na Amerykę. Stany Zjednoczone miały swój wielki udział w zburzeniu muru berlińskiego, upadku kolosa na glinianych nogach jakim był Związek Sowiecki. Generalnie Jesień Ludów była możliwa jedynie dzięki temu, ze reformy Gorbaczowa odniosły nie taki efekt jakiego spodziewał się sam autor ;) Tymczasem Reagan i Busch okazali się prawdziwymi amerykańskimi rewolwerowcami ;)

Lata 90 te XX wieku, to dla USA okres wielkiej prosperity, a także jak to zwykle bywało w historii tego kraju, mieszaniem się Jankesów w sprawy krajów, które miały prawo do rozwiązywania własnych problemów bez udziału „światowego żandarma”. Szczególnie, ze ten „policjant” czasami zachowywał się niczym „słoń w składzie porcelany”. Bill Clinton zanim zaczął w Gabinecie Owalnym sprawdzać umiejętności i kompetencje Moniki Lewinsky jako kandydatki na jego „bardzo, bardzo bliską asystentkę”, zrobił wiele dobrego, aby Stany Zjednoczone mogły poczynić także jakiś pożytek ze swojej maniery wtrącania się do wszystkiego.. Dzięki niemu w Albanii dzieci wraz ze swoimi rodzicami mogły skutecznie walczyć o przetrwanie i ucieczkę spod jarzma okrutnych Serbów. Niestety 8 lat wcześniej „słynny ojciec nie mniej słynnego syna” rozpoczął akcję przeciw irackiemu okupantowi Kuwejtu. Sama wojna i jej efekty były dobre, a także słuszne z punktu widzenia moralnego, ale niestety w 2003 roku syn Georga postanowił dać upust zaciekłej polityce swoich „jastrzębi”, a przy okazji poszedł w ślady tatusia. Tym razem efekty nie były już tak pozytywne, nie tylko dla regionu, ale także dla konfliktu arabsko – żydowskiego, a szerzej „wojny” Świata Islamskiego ze Światem Zachodnim.

Wojna z terroryzmem zapoczątkowana po tragicznych wydarzeniach z 11 września 2001 roku, do dzisiaj spędza sen z powiek nie tylko Amerykanom. Konflikt ten, jest konfliktem kultur, cywilizacji i co najgorsze zwykłych ludzi, którzy są bardzo podatni na „chorą ideologię”, która przewiduje tylko zło, śmierć i brak jakichkolwiek perspektyw na przyjazne współistnienie człowieka z drugim człowiekiem, bez względu na kolor skóry, wyznanie, czy też stan majątkowy.
Bogata Północ musi odpierać atak biednego Południa, nawet jeśli dzisiaj to Południe Świata jest reprezentowane przez Bliski Wschód, Koreę Płn., czy też kraje Ameryki Płd. Afrykańskie dyktatury nie mają na razie znaczących „sukcesów” w tej wojnie na ideologie.

W tym wszystkim Stany Zjednoczone Ameryki Północnej nie potrafią się właściwie odnaleźć. Jeśli kolejnym prezydentem USA zostanie kobieta, to być może jej polityka międzynarodowa stanie się nie tylko ostrożniejsza od poprzednika, który przecież raczej nie wykazuje, aż tak wielkich skłonności do „bijatyki” z zawodnikami, którzy mogą oddać cios, ale przede wszystkim Hilary Clinton – bo o niej jest mowa – rozpocznie długotrwały proces naprawiania tego, co zepsuł „tata z synem” i czego nie dokonał Clinton z Obamą, a więc próby, realnej próby łączenia poprzez stopniowe podnoszenie standardów życia w szczególności arabskiej i latynoamerykańskiej populacji, bądź co bądź w wieku XXI. Oby tylko ten wiek nie był początkiem końca dla „białej rasy”… I nie jest to uwaga o jakimkolwiek zabarwieniu rasistowskim, ale przede wszystkim obawa, ze część ludzkości w ciągu najbliższych 100 lat stanie się niewolnikami Azjatów, którzy mogą zawojować świat. Hmm, a może to nie będzie takie głupie? I ludzkość w dalszej perspektywie tylko na tym zyska, nie wyłączając Amerykanów ;-)

 

1 komentarz więcej...

Raj

przez , 04.lip.2013, w Kino, a może życie?

  • E.. E.. Edi! To będzie z 10 kilo..
  • E.. Edi patrz! Teen znowu, tu tu jest raj nie? Wszystko tu jest.
  • Znaczy co?
  • Pralka, telewizor, to to nie raj?
  • A co to za raj, co dzisiaj jest, a jutro go nie ma..
    • Ty znoowu.. Co ci, co ci po tym czytaniu, mądzrzejszy chcesz być czy jak?
    • Lubię to…
    • Jak jestes taki madry, to to powiedz dla… dlaczego to wyrzucają? Ta pralka, ten telewizor, przeciez zupałnie dobry. Dlaczego wyrzuacją?
    • Bo chcą mieć nowe.
    • Przeciez to jest zupelnie nowy.
    • Dla ciebie, dla nich stary.
    • Zesputy jest?
    • Nie.
    • To kurczę, dlaczego wyrzucili?
      • Trzy…dziesci trzy lata mial, po czlowieku.
      • Co to za roznica ile miał? On tego nie wiedział.
      • Edi, ale to tyle co ja mam.
      • Ty tez ne będziesz wiedział.
      • Zaawsze chciałem mieć taaki telewizor, zawsze wiesz?
      • Jurek, przeciez my tutaj nawet nie mamy pradu.
      • No to co? Wiesz Edi, to jest móóój pierwszy telewizor w zyciu, tylko mój.
      • Nie miales w domu telewizora?
      • Maatka miala, ale, ale to byj jej , a a ten jest tylko mój(śmiech przez łzy) Piekny jest. Dzieki E.. Edi.
      • Za co?
      • Ze nie, nie dales go sprzedac. Wi.. Wdzisz ja.. jakie życie może być piekne? Jak jak, bym był bogaty, to bym mial ze trzy , trzy telewizory jeeden w sypialni, drugi w jadalni, trzeci w kuchni. Wtedy, wtedy to bym czul , ze zyje.
      • A teraz nie czujesz?
      • A co ja za życie mam…
      • Swoje.
      • Do dupy, do dupy z takim zyciem.
      • Nie mow tak. Zycie, to życie, wolalbys teraz lezec pod ziemia? Pod ziemia tak jak mały? Pomysl, ze na swiecie jest tylko jeden Jurek Sokołow, jeden jedyny. To mało?
      • Co z tego?
      • Dla mnie dużo.
      • To.. tobie się we łbie miesza od tych ksiazek twoich, co ci one dały? Pieniadze ci dały??
      • Nie..
      • To co?!
      • Spokoj.
      • Aaa… Jaki spokoj?
      • Zobacz Jurek, nie pamietasz nawet tego co robiles przedwczoraj. Zycie zapierdala. A to? Zobacz. Otwieram, czytam. Jezeli czegoś nie rozumiem czytam jeszcze raz, slowa się nie zmieniaja, ciagle są te same.
      • A a te telewizory to by graly na okraglo. Dzien i noc.
      • A po co?
      • Zebym zobaczyl jak prawdziwi ludzie zyja.
      • A my to co Jureczek? Nieprawdziwi?


http://www.youtube.com/watch?v=EhVFoY2_-vY

reż. P. Trzaskalski, oprac. autor bloga ;-)

2 komentarze :, , więcej...

„Noc długich noży”.

przez , 01.lip.2013, w Historia

Śmierć człowieka jest tragedią, końcem świata dla niego, a bywa, że także dla jego najbliższych. Kiedy On odchodzi, umiera także część ciebie. Przestajesz wierzyć, że to nasze życie na tym „łez padole” ma jeszcze jakiś głębszy sens. Być może szukasz oparcia w drugim człowieku, który poznał smak tej katastrofy, która spada na ciebie niczym „lawina kamieni”, gdzie każdy następny odprysk skalny staje się coraz bardziej bolesny, aż wreszcie otrzymujesz  decydujący „cios”…

Naiwność jest cechą dobrych istot, które w swej dobroci tak bardzo się zatraciły, że już nie są w stanie racjonalnie myśleć, analizować, przewidywać. Ten wpis jednak nie traktuje o kimś nawet zbliżonym w swym charakterze, do człowieka z gruntu dobrego, nie jest również poświęcony komuś z gruntu złemu, raczej nie da się w tym miejscu użyć psychologicznej klasyfikacji mającej jakiekolwiek naukowe podstawy. W takim razie o kim jest? O bestii.. Tak nie napisał historyk, tak pisze emocjonalnie zaangażowany mężczyna w średnim wieku ;-)

1 lipca 1934, Theodor Eicke wszedł ze swym kompanem do celi monachijskiego więzienia, aby przedlożyć aresztantowi propozycję nie do odrzucenia, mianowicie – honorową śmierć lub egzekucja. Ernst Rohm, bo o nim mowa, nie był jedyną ofiarą „nocy długich noży”, bo pod taką nazwą do historii najnowszej przeszły wydarzenia z 30 czerwca 1934 roku. On był co prawda najważniejszym aktorem tego ponurego spektaklu, ale koszmar nocy letniej nie mógł być jedynie jego udziałem. Skąd zatem wzięła się „noc długich noży”?

Adolf Hitler, po dojściu do władzy 30 stycznia 1933 nie mógł liczyć na „specjalne traktowanie” przez system jaki wytworzył się w Republice Weimarskiej. Wówczas na pozór nie wydarzyło się nic co mogłoby być opisane jako ewenement w stosunkowo młodym państwie jakim były Niemcy po zakończeniu I wojny światowej. Ustrój Rzeszy Niemieckiej nie wyrózniał się niczym szczególnym od innych jemu podobnych mieszanych systemów politycznych w których prezydent współdecyduje o losach państwa z parlamentem, w tym przypadku był to Reichstag. Nikt z kanclerzy Republiki Weimarskiej nie mógł i nie czuł się pewnie na swym stanowisku. Tym bardziej, ze początek lat trzydziestych to trwający juz od 1929 roku wielki kryzys światowy, nieporównywalnie gorszy w swych skutkach od tego, którego obecnie możemy być świadkami.

Tak więc, gdy już  przywódca NSDAP usadowił się mocniej na kanclerskim fotelu, w roku 1934 przyszła chwila próby, dla niego byc może największa jaką do tej pory musiał przeżyć w swym dorosłym życiu, nie tylko w roli zawodowego polityka.
Prezydent Hindenburg miał dosyć SA (oddziały szturmowe) paramilitarnej organizacji, bojówki NSDAP, która jednak urosła w siłę tak bardzo, że wymknęła się z pod kontroli nazistowskich polityków. Armia niemiecka (Reichswehra) była znacznie słabszą pod względem liczebności od oddziałów ubranych w brunatne koszule. Jak wiemy, postanowienia traktatu wersalskiego decydowały o tym, że armia niemiecka nie może wyjść poza stan 100 tysięcznego wojska. Tymczasem SA Ernsta Rohma liczyła sobie w czerwcu 1934 roku ponad dwa milony członków i jest to liczba bardzo ostrożna i raczej przeze mnie zaniżona.

Hitler przyjechał odwiedzić starego prezydenta w jego posiadłości, czując, że walczy o przetrwanie i jeśli nie przekona feldmarszałka do  siebie, że nadal jest w stanie panować nad tym wszystkim co dzieje się na linii Reichswehra – SA, to niechybnie będzie musiał podać się do dymisji albo sam zostanie pozbawiony funckji kanclerza Rzeszy Niemieckiej.
W pierwszej chwili Paul von Hindenburg nie chciał się z nim widzieć, nie lubiał tego „krzykacza”, którego najchętniej widziałby w innym miejscu niż Kancelaria Rzeszy w Berlinie. Niestety dla Niemiec, a co się pózniej okaże także dla Świata, prezydent Hindenburg motywowany różnymi czynnikami, zdecydował, że to właśnie Hitler będzie kolejnym wydawało się wówczas (30 stycznia 1933) tylko przejściowym kanclerzem, rozwiązaniem dobrym na tamtą chwilę.
Tymczasem jednak Hitler dostał się do Hindenbuga, ten zaprosił go do rozmowy i bez zbędnych ceregieli oświadczył mu, że SA musi zostać okiełznane, bo w innym przypadku Hitlera czeka dymisja. Ten widząc, że to nie przelewki zdecydował o tym, że czas najwyższy pozbyć się palącego problemu jakim od jakiegoś czasu byłą SA.
Dokładny przebieg i wykonawców „nocy długich noży” można poznać z fachowej literatury jakiej na rynku wydawniczym nie brakuje, Ja chciałbym tylko w tym miejscu dodać, że SS (sztafety ochronne) wówczas organizacja niezbyt silna, a napewno nie mogąca się równać z SA stała się katem i egzekutorem swej „starszej siostry” SA.

Kiedy już najważniejsi członkowie, dowódcy SA zostałi rozstrzelani, Ernst Rohm oczekiwał w celi więzienia na decyzję o swoim dalszym losie. Adolf Hitler był jego przyjacielem jeszcze z czasów walki z początków lat dwudziestych XX wieku, gdzie chociażby obaj brali udział w puczu monachijskim w 1923 roku. Teraz Hitler wahał się, czy była to zwłoka wynikająca ze stanu ducha, wątpliwości co do decyzji o życiu lub śmierci przyjaciela? Tego raczej nie dowiemy się nigdy.

Eicke wypalił papierosa, mineło 15 minut od momentu, gdy zakomunikował przywódcy SA przed jakim wyborem przyszło mu stanąć.
Skoro nie usłyszał strzału, otworzył drzwi celi i wymierzył w Rohma broń i strzelił, tym samym kończąc historię buntu, przyjażni, wiary w lepsze jutro Niemiec. Pewnie tak musial myśleć Ernst Rohm w oczekiwaniu na egzekucję.

Konkluzja jest taka, że nie ma przyjażni w polityce, co gorsza być może nie ma jej także poza nią. Mamy ku temu liczne dowody, przykłady. Historia niestety bardzo lubi się powtarzać, taki jej urok albo raczej przekleństwo…

Piszę te słowa nad ranem 1 lpca 2013 roku i jest to mój pierwszy wpis na blogu, który powstał dzięki inspiracji twórczością hiszpańskiego dramaturga Pedro Calderona de la Barcy…

14 komentarze :, , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...

Archiwum

Wpisy, chronologicznie...